W pułapce schematów

O meandrach życia par, które nie potrafią być razem i bez siebie też nie, mówi psycholożka i psychoterapeutka Patrycja Piasecka-Sulej.

28175.jpgDlaczego ludzie tkwią w takich związkach?

PATRYCJA PIASECKA-SULEJ: Kiedyś zrobiono taki eksperyment: wybrano kobiety i zamknięto je w różnych pokojach. Następnie losowo wytypowani mężczyźni wchodzili kolejno do tych pokoi. Kobiety miały wybrać tych, którzy im się najbardziej podobają. Zawsze wskazywały ten sam typ urody, sposobu bycia. Tak samo jest z relacjami, w które wchodzimy: wybieramy te, które znamy. Schematy w dużej mierze zależą od tego, jakie relacje obserwowaliśmy w dzieciństwie i jakie mamy doświadczenia z poprzednich związków.

Ale to, czy chcemy z kimś być, czy nie, wyjaśnia się chyba dość szybko?

Kiedy zaczyna się pierwszy etap związku, czyli fascynacja drugą osobą, to to, czy partner spełnia nasze potrzeby, jest mało ważne - po prostu chcemy z nim być. Dopiero na kolejnym etapie konfrontujemy się z tym, jaki naparawdę jest nasz związek. To czas, w którym się zastanawiamy: zostać czy odejść? I jeśli obie strony są dojrzałe, to rozmawiają o tym, co im nie odpowiada, starają się to zmienić, docierają się i idą dalej. A jeśli nie - rozstają się.

Na czym polega życie par, które się rozstają i do siebie wracają?

Na ciągłym oddalaniu się i przybliżaniu, doprowadzonym do ekstremum. Proszę zauważyć, jaką rolę w takim modelu odgrywa kłótnia - normalnie sprzeczki są bardzo potrzebne, jeśli ich nie ma w związku, to znaczy, że mamy do czynienia z układem, a nie prawdziwą relacją.

Wszystko zależy od tego, co z kłótni wynika.

Oczywiście. Bo jeśli raz wracamy do jakiegoś punktu zapalnego, to nie ma w tym nic niepokojącego, ale jeśli wracamy drugi, trzeci, piąty, dziesiąty i nic się nie zmienia, to takie kłótnie wyłącznie ranią i oddalają. Bo to oznacza, że partnerzy nie słyszą siebie nawzajem. Kłótnia jest dla nich rodzajem regulowania bliskości, rozstanie też. Komunikacji brak.

Wyczerpujące.

Strasznie. Dlatego w takich relacjach jest tak trudno funkcjonować. Zwykle jedna ze stron ma na tyle dosyć tej niepewności, że któregoś dnia naprawdę nie wraca.

Jest dla nich jakiś ratunek?

Jest, jeśli potrafią słuchać osoby z zewnątrz. Ważne, żeby mogli spojrzeć na siebie z boku, zobaczyć co się w ogóle dziejem wyjść z tego schematu. Ktoś, kto ich świetnie zna, zawsze będzie trochę bardziej sprzyjał jednej ze stron. Terapeuta może być blisko nich i jednocześnie nie opowiada się po żadnej ze stron. Zachowuje neutralność. Może np. zapytać: "Czy pan słyszy, co mówi partnerka?". Pokazać, na czym polega problem. Wesprzeć na tyle, że zarówno on, jak i ona zaczną dojrzalej patrzeć na swoją relację. I na siebie. A to bardzo ważne, bo żeby być w fajnym, wartościowym związku, po prostu trzeba być dojrzałym.

Wywiad z Patrycją Piasecką-Sulej "W pułapce schematów", który był uzupełnieniem do artykułu "Na karuzeli" - "Elle" 08/2017 (275) sierpień 2017, str. 65 (rozmawia: Marta Szerejko)


Umów termin wizyty lub zapisz się na szkolenie w CTLS

Masz pytania? Zadzwoń lub napisz do nas... chętnie odpowiemy na Twoje pytania.