Miłość na dwie kołdry

Coraz więcej osób twierdzi, że łatwiej ocalić namiętność w związku, gdy partnerzy śpią oddzielnie. Czy to może być prawda?

tekst: IZABELA JĄDEREK

 

Większość zakochanych nie wyobraża sobie spania w oddzielnych sypialniach czy choćby w osobnych łóżkach. Tymczasem w USA to bardzo popularne rozwiązanie – decyduje się na nie nawet 60 procent małżeństw. W Anglii co piąta para śpi oddzielnie. Również w Polsce rośnie zainteresowanie takim modelem odpoczynku – przyznają to architekci, którzy coraz częściej proszeni są przez klientów o zaprojektowanie domu z osobnymi sypialniami dla małżonków.

Czy to oznacza, że spanie razem przestaje być dla par nierozerwalną częścią i oznaką bycia razem? W wyobrażeniach na temat relacji dość często pojawiają się wizje namiętnego seksu zakończonego zasypianiem w kojących ramionach partnera i wspólną pobudką. Osobne sypialnie kojarzą się natomiast z poważnym kryzysem lub rozstaniem. A jednak część par – z długim stażem i bardzo dobrą relacją – decyduje się oddzielnie spędzać noce.

 

Łóżko na rozejm

Wokół wspólnego i oddzielnego sypiania narosło wiele mitów. Wbrew wyobrażeniom jedna sypialnia nie musi oznaczać zgody w związku, a oddzielne łóżka rychłego rozpadu relacji. Dość często pary decydują się na wspólną sypialnię wyłącznie dlatego, że podporządkowują się – świadomie bądź nieświadomie – obowiązującym normom i romantycznym zwyczajom. Już w 1829 roku w książce Fizjologia małżeństwa pisał Balzac o zaletach wspólnej sypialni małżeńskiej: „Gdzie można lepiej się poznać, dostroić nie tylko swoje ciała, ale i dusze? Gdzie lepiej zawierać traktaty pokojowe czy choćby rozejmy w czasie tzw. wojen domowych?”. Jeśli jednak przyjrzeć się ewolucji potrzeby wspólnego zasypiania, można zauważyć, jak wiele zmieniło się w tej kwestii na przestrzeni wieków. W starożytnym Rzymie wspólne pomieszczenie było przeznaczone wyłącznie do miłosnych uniesień, po zbliżeniach seksualnych partnerzy udawali się do własnych, osobnych, pokojów. Ale na takie oddzielne sypialnie – również w późniejszych wiekach – mogli pozwolić sobie wyłącznie ludzie zamożni. Co z tego, że w przedwojennych poradnikach, jak na przykład w Vita sexualis: prawda o życiu płciowym człowieka Pawła Klingera, stanowczo zapewniano: „wspólna sypialnia jest trumną, w której małżeństwo do grobu się układa”. W rodzinach o niskim statusie ekonomicznym trudno było wygospodarować dodatkową przestrzeń, więc wspólne łóżko było koniecznością. Dziś, po burzliwym okresie rewolucji seksualnej, wspólna sypialnia jest wyborem, ponieważ utożsamiana jest z bliskością partnerów, ich potrzebą wzajemnej przynależności i akceptacji.

Naukowcy są podzieleni w kwestii korzyści z dzielenia wspólnej sypialni. Badania pod kierunkiem dr. Neila Stanleya, który specjalizuje się w analizie jakości snu, wykazały, że osoby dzielące jedno łóżko często źle śpią i mimowolnie sobie przeszkadzają – wstają w nocy, kopią, zabierają kołdrę, wiercą się, kaszlą, czytają przed snem. Zaburzenia snu, jak twierdzi naukowiec, mogą prowadzić nie tylko do niewysypiania się, ale także do napięć w związku, obniżenia nastroju, a nawet do depresji czy chorób serca. Wtóruje mu dr Robert Meadows, który przeprowadził wywiady z czterdziestoma parami i zbadał je przy pomocy specjalnych czujników założonych na przegub dłoni snu. Okazało się, że aktywność organizmu w nocy i przerywanie snu wzrastało o ponad 50 procent podczas spania z partnerem w porównaniu do spania osobno – w efekcie obniżało samopoczucie partnerów następnego dnia. Przejawia się to zwykle drażliwością, niecierpliwością, trudnościami w koncentracji, nieuważnością. Partnerom przeszkadza nie tylko chrapanie i wiercenie, ale także odmienna czujność, różny rytm dnia i nocy (gdy jedno wstaje znacznie wcześniej lub znacznie później zasypia), inne potrzeby dotyczące temperatury i oświetlenia pomieszczenia. Badacze uznają, że spanie w oddzielnych pokojach czy choćby w osobnych łóżkach poprawia humor, polepsza jakość i efektywność wykonywanej pracy, buduje mocniejsze więzi między partnerami – jesteśmy wypoczęci i pełni przyjaznych odczuć wobec partnera, ponieważ nie zmarnował nam nocy swoim chrapaniem i wierceniem się. Część badaczy sugeruje bezwzględne rozdzielenie sypialni, inni proponują kupienia większego łóżka bądź materaca, korzystanie z dwóch dużych kołder, uważne zasłanianie okien, aby w pokoju było możliwie ciemno, co sprzyja wysypianiu się.

Często przytaczanym argumentem na rzecz rozdzielenia sypialni jest także... brak nudy, monotonii i przyzwyczajania się do partnera. Część badaczy twierdzi, że spanie w osobnych łóżkach pozytywnie wpływa na libido – partnerzy częściej odczuwają pożądanie i tęsknią do siebie.

 

Szczęśliwi śpią razem?

Jest i druga strona medalu – naukowe argumenty na rzecz wspólnego spania. Po pierwsze, noc w ramionach ukochanej/ukochanego obniża poziom kortyzolu, który jest hormonem stresu – dzięki czemu jesteśmy łagodniejsi, spokojniejsi, towarzyszy nam mniej lęku. Wzmacnia się układ odpornościowy, a także zwiększa się wydzielanie oksytocyny, która jest odpowiedzialna za uczucie bliskości i subiektywne poczucie szczęścia. W efekcie jesteśmy zdrowsi i żyjemy dłużej.

Dzięki wydzielanej oksytocynie i obniżeniu poziomu kortyzolu zacieśnia się więź i intymność między partnerami – rzadziej się kłócą, częściej uprawiają seks, co bardzo wzmacnia związek. Dla wielu par noc jest jedną z nielicznych okazji, by być razem. Gdy brakuje czasu na rozmowy w ciągu dnia, wieczór daje na to szansę, a noc sprzyja kształtowaniu się relacji poprzez rozmowę, dotyk, możliwość nacieszenia się sobą. W codziennym zabieganiu, obowiązkach zawodowych, domowych pary zwykle rzadziej celebrują wspólnie spędzany czas, co może prowadzić do oddalania się od siebie. Bliskość cielesna zwiększa poczucie bezpieczeństwa, bycia kochanym, potrzebnym. Pozytywnie wpływa na odczuwany poziom satysfakcji ze związku, buduje zaufanie. Osoby, dla których taki dotyk jest ważny, mają wyższą samoocenę, czują się bardziej wartościowe i pewne w związku.

Wspólne zasypianie i budzenie się, jak twierdzi wiele par, jest jedną z najintymniejszych części dnia i ich relacji – na początku związku, bo po około trzech latach wspólnego życia zmienia się postrzeganie wspólnego spania. Po tym czasie partnerzy nie są już tak skłonni do rezygnacji z określonych zachowań na rzecz męża/żony i część z nich jest gotowa do spania w oddzielnych łóżkach. Częściej wstają i kładą się spać osobno, nie celebrują wspólnego czasu w sypialni, bo są przekonani, że nie muszą już dbać o relację tak, jak na początku małżeństwa. Gdy przestają także dbać o codzienną bliskość – nie dotykają się, nie przytulają, skąpią sobie pocałunków – zmienia się dynamika ich relacji. Przebywają obok siebie, a nie są faktycznie ze sobą. Pary, które rzadko mają ze sobą kontakt cielesny, niekoniecznie erotyczny, są narażone na ryzyko emocjonalnego oddalenia się od siebie, a im dłuższe są owe „rozdzielenia”, tym trudniej im wrócić do siebie.

 

Sabotażyści bliskości

Jeśli partnerzy negują możliwość wspólnego spania, warto się przyjrzeć ich wzajemnej argumentacji. Czasem tłumaczą się koniecznością pracy do późna lub usypiania dziecka, ale za tymi powodami kryje się tak naprawdę sabotowanie bliskości, celowe jej unikanie z powodu jakiegoś konfliktu, urazy, nierozwiązanych nieporozumień. Gdy rozdzielenie sypialni jest reakcją obronną na konflikty i ucieczką od problemów, to zwykle jedynie zwiększa dystans między partnerami. Sygnalizuje drugiej stronie brak otwartości i gotowości na rozmowę. Zatem, gdy mamy wątpliwości dotyczące silnej potrzeby partnera/partnerki sypiania osobno, możemy zapytać: czemu ma służyć takie rozwiązanie?, z czego ta twoja potrzeba wynika?, co dzięki temu możesz/możemy zyskać?, jakie mogą być tego koszty (np. smutek, rozdrażnienie)?, jak wyobrażasz sobie nasze wspólne funkcjonowanie w sferze seksualnej i związanej z wypoczynkiem?

Jeśli jedna ze stron czuje dyskomfort, złość, niezadowolenie, warto przede wszystkim nazwać pojawiające się uczucia i spokojnie zakomunikować partnerowi, dlaczego czujemy, że dane rozwiązanie nie jest dobre.

Pary, które zdecydują wspólnie o spaniu w oddzielnych łóżkach czy sypialniach, powinny pamiętać o okazywaniu sobie czułości, zainteresowania i troski poza sypialnią. Kluczowa jest tutaj postawa osoby, która zasygnalizowała potrzebę spania osobno – powinna okazać partnerowi swoim zachowaniem, że nie jest to związane z odrzuceniem czy konfliktem. Wyjaśnić, że nie chodzi o niechęć, ale o indywidualne różnice, które są naturalne w każdym związku. Taką różnicą może być np. budzenie się podczas chrapania, częste wstawanie w nocy, bezsenność i wiercenie się.

To naturalne i zrozumiałe, że partner, który nie chce takiej rozłąki, może doświadczać rozczarowania, smutku i żalu. Tym bardziej warto zadbać o wspólne stałe rytuały – pocałunek podczas wspólnych spacerów, przytulenie podczas wieczornego oglądanie telewizji, okazanie sobie bliskości rano przy śniadaniu – które wzmocnią związek.

Jeśli jedno z partnerów nie wyobraża sobie spania osobno przez cały tydzień, warto poszukać konsensusu lub kompromisu. Można zatem podzielić tydzień i spać razem od czwartku do soboty/niedzieli rano, a od niedzieli wieczorem osobno, by się wyspać przed intensywnym początkiem tygodnia. Sama świadomość, że partnerowi również zależy na znalezieniu dobrego rozwiązanie, wpływa pozytywnie na związek: czujemy, że jesteśmy dla siebie wzajemnie ważni, potrzebni i wysłuchani.

Decyzja o spaniu razem lub osobno to bardzo indywidualna kwestia. Relacja romantyczna jest stylem więzi, który pozwala być szczególnie blisko. Ciała lubią czasem być osobno, ale ważne jest, aby – nawet śpiąc osobno – zadbać o poczucie intymności i jedności.

"Charaktery", NR 12 (251), GRUDZIEŃ 2017

Miłość na dwie kołdry



Umów termin wizyty lub zapisz się na szkolenie w CTLS

Masz pytania? Zadzwoń lub napisz do nas... chętnie odpowiemy na Twoje pytania.